Fashion Week Poland fw 2011 – showroom – NATASHA KUMAR (NARRINA)

Saturday morning saw my depth crisis at Fashion Week Poland as I wasn’t able to tell the difference between the shows any more as they seemed to be playing a weird trick on me gliding here and there in black and grey only. A friend told me that there is some fancy stuff in the showroom right now so I headed into it in a feverish search for some non-black apparel and accessories without saying much of polite “hello” to the extremely kindly smiling bodyguards I’ve not seen later (sorry guys!!).

After making several rounds here and there (and turning useless in finding some stuff that did not resemble a shopping center’s old arrivals) I did find a cute girl with even cuter dresses that seems so out-of-Fashion-Week-world that I decided to write about here at my fashionnetbook. It was just a pure soothing pleasure to catch a set of happy, flowery vintage (!) dresses that really stood out of the crowd then. A closer look reveals a really good sewing job and a fastidious choice of fabrics that turned out to be imported from the US where Natasha, the cute girl that turned out to be a designer, also comes from.

Over an oversized cup of coffee I was told that Natasha’s brand new Narrina label was created for her love for a vintage and feminine look she regrets to see in decay during the last years. Her very wardrobe consists of Narrina stuff only and Natasha herself makes the face of the label. Here are some images of her starring in Narrina’s very dresses, have a look but remember to check out her http://narrina.com as I’m sure there’ll be much more of her quite soonJ

W sobotę na Fashion Weeku w dość spodziewany sposób dopadła mnie gorączkowa chęć ujrzenia koloru na modelkach, manekinach czy nawet wieszakach i w tym celu udałam się przedwcześnie do showroomu (którego wstępnie zaplanowałam na później). Sama powierzchnia prezentowała się dość obiecująco – dwukrotnie albo nawet trzykrotnie większa od tej na poprzedniej edycji, z ciepłym powiewem klimatyzacji od wewnątrz oraz panowie ochroniarze zachęcający do wejścia (zobaczyłam ich wtedy tak uprzejmych po raz pierwszy i chyba ostatni..) sprawiły, że nawet po paru rundach po stoiskach nie ustawałam w swoich poszukiwaniach czegoś kolorowego, wyjątkowego, innego – ale w dobrym tego słowa znaczeniu. W końcu udało mi się znaleźć niezwykle urodziwą dziewczynę w naprawdę świetnie skrojonej sukience vintage, której, jak mi skromnie wyjawiła, była autorką. Obejrzałam pozostałe kreacje wywieszone jedna obok drugiej na wieszakach i podtrzymałam swoje pierwsze wrażenie o kolekcji – świetnie skrojona, ciekawie dobrane wzory i kolory, wysokogatunkowe materiały oraz solidne, ręczne szycie.

Jak się okazało, Natasha Kumar, o której mowa, przyjechała do Polski ze Stanów wraz ze swoją świeżo upieczoną marką Narrina, w której projektuje i ręcznie wykonuje sukienki inspirowane epoką wiktoriańską dla młodych dziewczyn, stęsknionych za nie-androginicznym look’iem. Przy kawie powiedziała mi, że pokochała Warszawę (tak!!) i wszystkie jej bardziej i mniej zabytkowe zakamarki. Jedyne to, co chciałaby dodać Warszawie, to koloru na ulicach. Według Natashy, Polki są bardzo ładne i zgrabne, tylko chowają to pod warstwami szarości, brązów, spodni i – o zgrozo – obszernych, nic nie podkreślających bluz. Ma nadzieję, że wraz z Narriną uda jej się wprowadzić trochę koloru na stołecznych ulicach. Trzymajcie ze mną mocno kciuki, bo jestem pewna, że niedługo o niej może być głośno J


About these ads